Część XXIV

Nie mając świateł przednich byłem zdany na oświetlanie drogi dzięki uprzejmości innych uczestników ruchu oraz jadącej za mną MZ-ty ojca. Szukaliśmy naszych znajomych mieszkających w centrum a, że nie posiadaliśmy mapy, zajęło nam to trochę czasu ale dzięki temu zwiedziliśmy stary Lwów nocą. Jesteśmy dumni z Krakowa, lecz jako starzy krakusi byliśmy zdumieni wielkością, rozmachem architektury miasta. Przed I Wojną Światową lwów był kilkukrotnie większy od Krakowa i gdyby był srekonstuowany w takim stopniu jak Kraków to byłaby to perła światowej architektury. Należy tu wspornico cmentarzu Łyczakowskim i jego fragmencie, cmentarzu Orląt. Pięknie umiejscowiony na wzgórzach był przed wojną miejscem spotkań zakochanych. Pomniki nagrobne, polskie sa galeriami rzeźb w kamieniu. Szkoda tylko ze pomiedzy nimi jest dużo grobów aktualnie zasłużonych notabli ZSRR zbudowanych w stylu soc- realizmu nie zawsze pasujących do reszty.
Na to cudowne, polskie miasto, poświeciliśmy 3 dni. Rozumiem, że to niezwykle mało jednak gospodarzem naszym była licencjonowana pani przewodnik, która zrekompensowała nam ten krótki pobyt, treściwym zwiedzaniem. Mieszkaliśmy w stuletnim domu, własnością polskiej rodziny Tyssonów, którzy bardzo wiele interesujących problemów przedstawiali nam do późnych godzin nocnych. Wtedy też, zauważylismy pewien żal w oczach tamtejszej polonii. Wielu Polaków dumnych że żyja w wolnej ojczyźnie w Polsce, jadą na wschód patrząc na te tereny jak na swoisty skansen. Wielokrotnie nasi poprzednicy obiecywali rozmaitą pomoc, kontakty itd. Kończyło się to w chwili pożegnania.