Część VI

Granica jak granica. Niedowierzanie, sympatyczna odprawa i uśmiechy przywitały nas w Rumuni. Właściwie nie wiedzieliśmy gdzie są Węgrzy a gdzie Rumuni. Duże przejście, trochę zaniedbane ale kilkaset metrów dalej, po minięciu 20 budek z napisem „exhange” ,: greek card”, wjechaliśmy na bardzo nowoczesna stacje benzynową. W trakcie tankowania małżeństwo cygańskie proponowało nam zakupy okularów, zegarków, noży etc. Ponieważ grzecznie odmówiliśmy, zapytali skąd jesteśmy i okazało się, że oni również musieli być w Polsce- znali kilka przekleństw.
Trochę kłopotu od początku do końca w Rumunii robiła nam trwająca aktualnie tam denominacja lokalnej waluty, dlatego należało uważać przy każdych zakupach na wydawaną resztę. Po przekroczeniu granicy musieliśmy uciekać przed duża burzą chowając się w przydrożnym hotelu.
Rumunia. Polskiego kierowcy w Rumuni jak również w innych krajach żadna droga nie zaskoczy. Drogi są połatane, w wielu miejscach asfalt jest bardzo sfalowany, co dla motocyklisty jest szczególnie niebezpieczne zwłaszcza po deszczu. Znaki poziome i pionowe są w większości nieczytelne lub ich nie ma. Trzeba uważać, ale nie można przesadzać z krytyką, bo wiele lokalnych dróg w Polsce jest w podobnym stanie. Kierunki na poszczególne miasta/ wsie są bardzo dobrze oznaczone drogowskazami. Brakuje natomiast jakichkolwiek znaków ostrzegawczych o zagrożeniach na drodze. Bywało ze uskok jezdni wywołany obsunięciem lub brak dużego fragmentu nawierzchni jest zaskoczeniem dla kierowcy. Jadąc umiarkowanie motocyklem można skutecznie omijać zagrożenia. Byliśmy zdziwieni jak popularne rumuńskie Dacie wszystkich typów dają sobie radę z tymi trudnościami. Styl jazdy kierowców przypomina temperamentem i wigorem kraje bliskowschodnie, tzn. teoretycznie ogólne zasady ruchu drogowego są…. a nawet bywają czasami stosowane. My mieliśmy to szczęście ze brano nas za policję, więc natychmiast jeżdżono jak na egzaminie.