Część XV

W klasztorze Neamt, wykładowca tamtejszego seminarium duchownego skierował nas na Bukowinę do kilku miejscowości, w których mówi się po polsku. Byliśmy 60 km od Polskich enklaw powstałych w XVIII i XIX w. Nowy Sołoniec z Domem Polskim i osiem wiosek wokoło to miejsca gdzie „dzień dobry” mówią po polsku. 40 kilometrów trzeciorzędnej drogi w kierunku Suceavy to nużąca jazda gdzie w promieniu kilkudziesięciu km widać tylko płaską przestrzeń i „niewielkie” góry na horyzoncie. Szybkie zbliżanie się do nich dało spotęgowanie efektu bezkresnej i groźnej równiny z wielkim masywem górskim na końcu. Kilka kilometrów przed Nowym Sołońcem zatankowaliśmy za ostatnie pieniądze, które posiadaliśmy. Problem polegał na nie możności wymiany waluty zachodniej w niedzielę. To był jedyny dzień w podczas całej wyprawy, kiedy to przez prawie 24 godziny padało. Brak gorących posiłków oraz deszcz dawał nam się we znaki, dlatego na stacji benzynowej poza paliwem próbowaliśmy zdesperowani kupić za dolary kawę i herbatę. Jednak obsługa stwierdziła niemożność dokonania takiej transakcji w obcej walucie. Jednakże właściciel stacji widząc stare motocykle przybyłe z tak daleka zaprosił nas na ciepły posiłek i kawę na koszt firmy. Wdzięczni, rozgrzani oraz zatankowani ruszyliśmy dalej w kierunku Polskich enklaw.

Pierwszą wioską, do jakiej trafiliśmy była Kaczyca /rum. Cacica /. Kolejna wieś, w której mieszkają polskie rodziny. Pierwsi krajanie przyjechali tu z Wieliczki i Bochni pod koniec XVIII wieku. Polscy arystokraci przebywając tutaj na polowaniach przypadkowo znaleźli na piórach zastrzelonych kaczek /stad nazwa wioski/ sól. Natychmiast sprowadzono tu inżynierów i górników w celu założenia niewielkiej kopalni. Przez lata był to najbogatszy rejon Bukowiny Aż do wybuchu I Wojny Światowej, kiedy to Austriacy utracili te tereny. Do dzisiejszych czasów pozostała jedynie potężna kopalnia soli, której zwiedzanie zajęłoby ok. 2 tyg.