Część XII

Zdecydowaliśmy się powoli kierować na północny wschód w kierunku Piatra Neant do ziem Mołdawii rumuńskiej. Postanowiliśmy jechać drogami trzeciej kategorii. Pierwsze 40 km nie zapowiadało emocji jakie miały nas czekać. Ponieważ nie mieliśmy kontaktu ze światem mediów, nie wiedzieliśmy, iż dzień wcześniej tymi terenami, w które wjeżdżaliśmy zeszła duża fala powodziowa. Pierwszy raz ujrzeliśmy na własne oczy szyny kolejowe wiszące w powietrzu, zabudowania mające dwie ściany, samochody powywracane do góry kołami i całe rodziny siedzące przy drodze zszokowane tym, co ich spotkało. Z trudem przejeżdżaliśmy przez głębokie błoto zalegające na jezdni pomiędzy samochodami ratowniczymi, policją, wojskiem, które rozdawały chleb i wodę. Nie mieliśmy odwagi fotografować nieszczęścia, które tam zobaczyliśmy. Jadąc bardzo powoli gestem ręki wyrażaliśmy współczucie i solidarność. Nic więcej nie mogliśmy zrobić. Kierując się na Gheorgheni, nasze emocje powoli opadały. Normalna dziurawa górska asfaltowa droga, małe kapliczki, maleńkie cmentarze i wspaniała pogoda były przeciwieństwem tego co przed chwilą widzieliśmy.Tereny te w przeważającej mierze zamieszkiwali Węgrzy, bowiem niegdyś były to rubieże graniczne wielkich Węgier. Sami Węgrzy do dzisiaj twierdzą, że najczystsza kultura zachowała się na terenie Siedmiogrodu, gdyż otoczona kulturą niemiecka, rumuńską i żydowską musiała być silna. Widzieliśmy całe wioski opuszczone tuż po II wojnie, w których ludność została w dużej mierze wymordowana za politykę proniemiecką do 1945.Wytypowaliśmy jeden opuszczony dom na nocleg w olbrzymiej dolinie górskiej nieopodal wioski Liban. Na nieszczęście okazało się, ze wokoło były bagniste tereny. Wjeżdżając do upatrzonego domku uderzyliśmy kilka razy o duze kamienie ukryte w wysokiej trawie. Wiedzieliśmy, ze czeka nas naprawa. Do dyspozycji mieliśmy trzy małe pokoje z wyrwanymi oknami i drzwi ale znowu mogliśmy spać obok motocykli