Część III

Po długim zjeździe z przednim hamulcem i naprawą tegoż, ruszyliśmy dalej. Nikt nie sądził, że MZ będzie się tak zachowywała. WSK pracowała bez zarzutu. Oba silniki były na dotarciu i zasilane większą ilością pół syntetycznego oleju /mieliśmy zapas jednego gatunku na cała wyprawę, aby nie kupować nieznanych nam innych produktów/, długo zostawiały za sobą małą chmurkę dymu.
Po kolejnym zaniku iskry w Koszycach ojciec myślał o powrocie. Z duszą na ramieniu ruszyliśmy jednak dalej przekraczając senną granice słowacko- węgierską w Senie. Kierując się na Encs, dojechaliśmy do słynnego w winnice regionu wokół góry Tokaj planując tam nocleg. Dobre drogi, puste w weekendy drogi, ładna pogoda wlała w nas nadzieję. Kilometry winorośli, urocze piwnice widoczne z drogi, pokazywały, że jesteśmy w ojczyźnie doskonałych win. Jadąc późnym popołudniem przez miasto Tokaj, pięknie położone u podnóża góry o tej samej nazwie, byliśmy nieco zdumieni olbrzymią ilością turystów. Jazda przez Tokaj przypominała przejażdżkę przez Krupówki w Zakopanem w szczycie sezonu. Na kilku skrzyżowaniach podchodzili do nas polscy turyści zamieniając z nami po kilka zdań. Miasto pięknie udekorowane, muzyka płynąca z każdego niemal domu zamienionego na mały hotelik i uroczą winiarnię robiło duże wrażenie. Zdecydowaliśmy jednak o noclegu poza miastem pod namiotem. Wyjeżdżając w kierunku Debreczyna, kierowaliśmy się w stronę rzeki Tiszy.