Część XXV

Wieczory spędzaliśmy jednak na próbach naprawy kolanka wydechowego w MZ, które zostało prawie całkowicie wyrwane z cylindra jeszcze w Rumunii podczas uderzenia o kamień. Wiadomo, Polak potrafi. Trochę pasty uszczelniającej, linka stalowa, młotek i wiertarka uwieńczyły naszą pracę całkowitym sukcesem.
Poranny wyjazd w czwartek do Medyki, kończył nasza część wyprawy poza granicami Polski.
Samo przekraczanie granicy w Medyce było najciekawszą procedurą graniczna, jaką przeżyliśmy dotychczas. Podjeżdżając do przejścia, zatrzymała nas gigantyczna kolejka stojących po stronie, jeszcze Ukraińskiej, samochodów. Strona Ukraińska odprawiała każdego bez problemów i opóźnień. Pilnujący kolejki żołnierze nie mieli uwag do naszego trybu pokonywania kolejki. Pchaliśmy motocykle pomiędzy samochodami wzbudzając ciekawostkę i niemałe urozmaicenie wśród zasypiających kierowców. Sami celnicy ukraińscy pomimo naszego pominięcia kolejności odprawiania, przyjęli nas ciepło. 3 Minuty i było po wszystkim…Kłopoty zaczęły się dopiero pomiędzy granicami.. Okazało się ze Polacy nie wpuszczają aut, tworząc kolejkę. Kolejnym powodem jest fakt, że będąc w unii jesteśmy zobligowani do uszczelnienia granic oraz dokładnej kontroli na wschodzie.
Polski żołnierz nie chciał nas wpuścić, krzycząc coś cały czas „o braku kultury i pomijaniu kolejności odprawy”. Ostatecznie zlitował się i dał znak byśmy wjechali na stronę polska zaznaczając hałaśliwe, że mamy zastosować się do obowiązującej kolejki. Stojąc tak i piekąc się w upale, patrząc na inne samochody, podszedł do nas jakiś mężczyzna i z uśmiechem pełnym poradził nam byśmy nie stali w kolejce ale podeszli pod bramki celne. Z ochotą podziękowaliśmy mu za radę i udaliśmy się w kierunku pasa „nic do oclenia”. My oczywiście kolejny raz dostaliśmy reprymendę, od celnika, że stoimy na pasie niedozwolonym. Wskazaliśmy na fakt, że wracamy z wyprawy i nie wiedzieliśmy o obowiązujących tu przepisach… Załatwiło to sprawę w 100%. Zostały nam sprawdzone dokumenty a przeszukiwanie bagażu skończyło się na pytaniu czy nie wieziemy alkoholu i papierosów. Widocznie nasze gorące zaprzeczenie wywarło pożądany efekt i dalej nie zostaliśmy poddani rutynowej kontroli. Chyba jako jedyni na całym przejściu zostaliśmy puszczeni bez przeszukiwania bagaży.. i całe szczęście.