Część I

Wyjechaliśmy z Krakowa 18 Sierpnia 2005 po południu chcąc przenocować na Słowacji. Pierwsza awaria dopadła nas w Wieliczce. MZtka ojca odmówiła współpracy. Szybki demontaż gaźnika pomógł dojechać do Nowego Sącza i na stacji benzynowej o 22.oo znowu zniknął gdzieś prąd poza tym, spalanie 8l/100 było też niepocieszające. Legendy o niezawodności MZ zaczęły blednąć dość szybko. Nie życzę wrogowi szukania zwarcia w instalacji elektrycznej o 22 w nocy. Budziliśmy zainteresowanie wszystkich klientów, każdy chciał obejrzeć taki ładny sprzęt a nam było wstyd tłumaczyć, że to chwilowa awaria. Każdy miał dla nas dobrą radę i każdy inną. Gdy z doradztwem technicznym podszedł do nas n- ty kierowca, straciliśmy poczucie humoru. Tym razem jednak młody chłopak zaofiarował nam nocleg u siebie w domu w Świniarsku k/Nowego Sącza. Wziął MZ na hol Po dziesięciokilometrowej jeździe niezawodnego Tropika mieliśmy dość. Gospodarz okazał się być wykładowca Wyższej Szkoły Biznesu w N. Sączu i razem z trzema synami jest miłośnikiem motocykli i właścicielem kilku współczesnych jednośladów. Zauważyliśmy między japończykami piękną SHL m11 przygotowywaną do remontu. Wspólny temat, wspaniała gościnna kolacja i nocleg, zrekompensowała nam nieszczęsne przygody pierwszego dnia. Rano znaleźliśmy zwarcie w zespole migaczy i pełni zapału udaliśmy się przez Stary Sącz w kierunku przejścia granicznego w Mniszku nad Popradem. Piękna pogoda i malownicze pejzaże Beskidu Sądeckiego dobrze wróżyły. W Piwnicznej, na stacji benzynowej podczas tankowania wzbudziliśmy zainteresowanie austriackiego motocyklisty. Opowiedzieliśmy mu historie WSKi i polskiej motoryzacji oraz MZ. Znał polski język ponieważ jego żona jest polką. Zrewanżował nam się opowieścią o swoich 27 operacjach, których powodem były szybkie japońskie motocykle. Jak się okazało pełen fantazji muzyk jazzowy z Wiednia, zaproponował przejażdżkę swoim nowym japońskim motocyklem V-Storm.