Część II

Z uśmiechem pełnym wdzięku wręczył nam klucze i gestem pokazał jak uruchomić sprzęt. Nagła przesiadka z WSKi na takiego konia była lekkim wstrząsem. Nie obfitowała natomiast w niezliczoną ilość zaskakujących awarii.. Wtedy tez przekonaliśmy się jak silna więź istnieje pomiędzy motocyklistami bez znaczenia, kto czym jedzie. Każdy gestem pozdrawia jadącego z przeciwka i w razie awarii zatrzymuje się z ofertą pomocy.O tym przekonaliśmy się już 4 kilometry dalej, ponieważ Mz znowu odmówiła współpracy! Polska w końcu tez jest pięknym krajem, nie musimy jechać do Turcji!- pomyśleliśmy wtedy po 3 awarii drugiego dnia. Nasze zdumienie sięgnęło zenitu gdy znowu pojawił się nasz Austriak i zaproponował pomoc w naprawie. Po dwugodzinnych próbach szukania iskry i kilkukrotnym demontażu elementów instalacji otrzymaliśmy propozycję odholowania przez naszego jazzmana do domu teściowej i spokojnej naprawy. Szukanie GMP i GZZ zajęło nam czas do zachodu słońca. Teściowie Austriaka dali nam niedwuznacznie do zrozumienia, że nie chca abyśmy nocowali w namiocie na skraju ich pola. Było nam bardzo przykro, że góralska rodzina praktycznie wyrzuca nas a Jazzman- Austriak zaprasza abyśmy zostali. Powiedzieliśmy mu, że dla zasady chcemy nocować jeszcze dzisiaj za granicą. Po co, ma wiedzieć jaką ma rodzinę? Opatrzeni „życzeniami” szczęśliwej podróży ruszyliśmy do Mniszka. Kilka km dalej zostaliśmy zaproszeni na nocleg w góralskim domu. Gospodarz mieszkał sam, był wdowcem od roku. Po wieczornym zatankowaniu „swojego” paliwa, pełni nadziei na kontynuację podróży, usnęliśmy.
Trzeciego dnia rano, przy pięknej pogodzie zjawiliśmy się na przejściu granicznym. Szybka i sprawna odprawa zakończona życzeniami szczęśliwej jazdy tak daleko, była pierwszym dniem za granicą. Spokojną jazdę przez góry w kierunku Koszyc zakłóciła blokada tylnego hamulca w.. MZ!