Część XXIII

Ruiny, ruiny charakteryzują stare miasto. Przygnębiające wrażenie robią ruiny pofranciszkańskie z pozostałą do dnia dzisiejszego szubienicą NKWD. Przełożony Dominikanów sam twierdził ze po objęciu kościoła znajdował w podziemiach stosy ludzkich kości. Ciekawostka jest minaret muzułmański „przyklejony” do południowej ściany bazyliki NMP. Z historii wynika, że Turcy opuszczając miasto, zaproponowali włodarzom kościoła, że nie zdewastują wnętrza w zamian za pozostawienie na wieczność jednego z minaretów. Do dnia dzisiejszego jest to uznawane za jedna z pierwszych umów konserwatorskich na świecie. Należy zwrócić uwagę, że pomimo różnych problemów /brak poziomic i kątowników wszyscy prubują odbudowywać o miasto/
Droga powrotna do Granicy polskiej prowadziła przez Satanów, Tarnopol, i Lwów. Upał, kurz, ciągłe zwiedzanie, spowodowały, że dotarliśmy do Lwowa wieczorem, wyczerpani i głodni. Motocykle sprawowały się bardzo dobrze poza problemami ze światłami w WSK. Ich brak spowodował konieczność jazdy po mieście po ciemku. Zarówno nam jak i uczestnikom ruchu to nie przeszkadzało, ponieważ światła włączano gdy już było naprawdę bardzo ciemno. Nieliczne latarnie nie rozwiązują problemu doświetlenia miasta. Sami kierowcy robiący to co chcą, narzucali nam agresywny styl jazdy.