Część XIX

Do granicy Ukraińskiej mieliśmy niecałe 65km drogą prowadzącą po terenach nizinnych. Kierowaliśmy się na przejście graniczne w Siret. Wielkie przejście, pamiętające czasy zimnej wojny przypominało sprzed lat głęboką i uczuciową przyjaźń pomiędzy Ukraina a Rumunią. Cała przeprawa zrobiła na nas duże wrażenie. Strona rumuńska była pogrążona w błogiej ciszy uśmiechniętych celników, dla których byliśmy sensacją. Musieliśmy wytłumaczyć, co to WSK i MZ oraz skąd i dokąd jedziemy. Razem ponarzekaliśmy nad cenami dóbr materialnych w naszych krajach. Musieliśmy wywrzeć niemałe zainteresowanie gdyż sam naczelnik przejścia zaszczycił nas podaniem ręki oraz prośbą wypicia z nim kawy. Jak dotychczas na żadnej granicy nikt nie sprawdzał nam dowodów rejestracyjnych czy ubezpieczenia OC. Dopiero pojawiły się niewielkie problemy, gdy wjechaliśmy na granicę Ukraińską. Celnicy również przysypiali na stołkach jednak nasze pojawienie się wywołało natychmiastową reakcje zachowań „godnych” żołnierza. Formalności, pytania, dokąd jedziemy oraz próba ustalenia w komputerze Ukraińskich Służb Celnych, do jakiej marki jest podobna WSKa umiliły nam pobyt na granicy. Zgodnie uchwalili z nami, iż jest to MIŃSK 125 i należy tak wpisać w deklaracji celnej. Nie zgodziliśmy się na to i zmusiliśmy ich do stworzenia nowej pozycji w komputerze. W czasie, gdy jeden z celników wpisywał dane i przeglądał dokumenty, reszta pracowników z zaciekawieniem zebrała się wokół nas i debatowała nad jakością MZ i WSKi, których to nigdy nie widzieli. Podczas zabawnej rozmowy byliśmy świadkami jak pewien kierowca przejeżdżając przez granicę „uiszczał” opłatę dyskretnie podając jednej z celniczek kopertę. Oczywiście nikt nic nie widział a my nie mieliśmy najmniejszego zamiaru pytać się, dlaczego i po co….